środa, 16 sierpnia 2017

Aurlandsfjord, Stegastein, Flåm, Undredal, Nærøyfjord, Stalheim ... coś pięknego! :))


Już jest środa, a ja nadal żyję wspomnieniem pięknych widoków z niedzieli. Jeśli śledzicie też mój fanpage na facebooku to co nieco już widzieliście ;)

Od dawna chodził za nami pomysł wybrania się w głąb lądu ponownie, tym razem jeszcze dalej niż dotychczas. Zostało jeszcze tyle malowniczych miejsc do odkrycia, tyle fiordów do zobaczenia! Z Internetu, podróżniczych blogów i z relacji znajomych dowiedzieliśmy się o popularnej atrakcji turystycznej Stegastein, położonej nad Aurlandsfjordem platformy widokowej skierowanej na tenże fiord. Zdjęcia samej platformy w Internecie wywołują niesamowite wrażenie - polecam wpisać Stegastein w Google Grafika, zobaczycie o czym mówię ;) Chcieliśmy zobaczyć i przespacerować się po niej na żywo, nie tylko wirtualnie, dlatego też gdy nadarzyła się ku temu okazja - wolna niedziela, względnie bezdeszczowa - zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy E16 w kierunku na Oslo.


Niemal przed samym wyjazdem z okien mieszkania dojrzeliśmy tęczę, wiedzieliśmy więc, że to dobry znak :D


 Docelowym punktem wycieczki była sama platforma Stegastein, ale po drodze było tyle interesujących miejsc, że co jakiś czas się zatrzymywaliśmy by ich nie przegapić.
Pierwszym punktem na trasie był położony w malowniczym miejscu hotel Stalheim. By dostać się do niego, trzeba nieznacznie zboczyć z międzynarodowej trasy E16, ale warto! Widok z hotelu w stronę doliny jest urzekający, ale tak naprawdę, naprawdę urzekający - ponoć wielu artystów, poetów i malarzy miało czerpać inspirację do swojej twórczości właśnie z niego. Potwierdzam - może natchnąć i spowodować napływ weny twórczej :D











By powrócić na drogę E16, należy zjechać drogą Stalheimskleiva, która jest najbardziej stromym podjazdem w półnconej części Europy. Droga jest wąska, ma 13 trawersów, a kąt nachylenia to 18%, jak głosi poniższa tablica.


 Droga jest jednokierunkowa (tylko w dół), zakręt na zakręcie, zjeżdżając nadal podziwiamy inspirujący widok na dolinę i dwa wodospady po obu stronach - wodospad Stalheim i Sivle.



Następnie docieramy do miejscowości Gudvangen, w której zrobiliśmy tylko krótki przystanek na parkingu by uchwycić na zdjęciu kolejny zapierający dech w piersiach widok - tym razem na Nærøyfjord. Jest to zdaniem organizacji UNESCO drugi najpiękniejszy (po Geirangerfjord) fiord w Norwegii, dlatego też wpisali go na swoją Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.  Co czyni go zjawiskowym to na pewno to, że jest bardzo wąski - w najwęższym miejscu osiąga 250 metrów, a okalające go skały są bardzo strome.



Za Gudvangen dostrzegam drogowskaz oznajmujący, że zbaczając 6 km w lewą stronę dotrzemy do Stavkirke, czyli kościoła stawowego w Undredal. Nie słyszałam o nim wcześniej, a że te typowo norweskie drewniane kościołki bardzo mi się podobają, zadecydowałam o zboczeniu z trasy bo odwiedzić kolejne miejsce na naszej mapie :)


Undredal okazało się uroczą, położoną  nad malowniczym Aurlandsfjordem wioską turystyczną, z polem namiotowym, sklepikiem z pamiątkami i lokalnie wytwarzanym kozim, brązowym serem.



 To właśnie dzięki lokalnemu produktowi - koziemu serowi - Undredal zawdzięcza ten ciekawy pomnik ;-)




Jeśli chodzi o sam kościółek stawowy, dla którego zdecydowaliśmy się tu przyjechać, to nie wywarł on na nas takiego wrażenia jak Fantoft w Bergen czy kościółek Wang w Karpaczu (przeczytaj więcej tutaj), bo i w żadnym stopniu ich nie przypomina, ale jest tak malutkich rozmiarów, i w tak pięknym miejscu, że nie żałowaliśmy że nadrobiliśmy te 12 km by go oglądnąć :)



Często na trasie towarzyszyły nam owce albo kozy. Co ciekawe - grzecznie stosują się do drogowych znaków i ograniczeń prędkości! :D



A to już widok na Aurlandsfjord i prom cumujący w miejscowości Flåm. Dowiedzieliśmy się, że jest tam zawsze masa turystów, dlatego nie zdecydowaliśmy się zatrzymać w miasteczku, tylko okrążyliśmy go tunelami górskimi.



Cudnie, prawda? :)



 Nieopodal Flåm znajduje się urokliwe miasteczko Aurland, turystów jest tu dużo, dużo mniej, a miejscowość ma świetny klimat. bkrążyliśmy je kilka razy szukając rogi na Stegastein - platformę będącą właściwym celem podróży, niestety z samochodu nie udało mi się zrobić żadnego sensownego zdjęcia.

Za to wyjechaliśmy z miasteczka i zaczęliśmy kierować się w górę na wspomnianą wyżej platformę widokową. Droga była stroma, wąska i zatłoczona - bardzo dużo turystów odwiedza tę atrakcję, dlatego często na drodze zdarzały się sytuacje gdzie trzeba było się cofać, manewrować po rowach by przepuścić auta z naprzeciwka. Ruch na drodze utrudniał też zwierzaki, które nic sobie nie robiły z tego że turyści jadą na wycieczkę.


Ziomek z samochodu przed nami też postanowił zrobić zdjęcie owcy - więc ja postanowiłam zrobić zdjęcie i owcy i jemu :P


Nareszcie jest, główny cel podróży!



Umieszczona 650 metrów nad wodą konstrukcja stalowo-drewniana, zakończona przeszkleniem i ciekawym rozwiązaniem architektonicznym, sprawiającym wrażenie, że platforma "zakręca w dół" - to naprawdę robi wrażenie! :)



A widok z platformy... Po co pisać, tylko zobaczcie jak pięknie:




W pobliżu parkingu znajduje się zwykły toi-toi. Czemu o nim piszę? Bo w 2015 roku wygrał konkurs na najlepszą toaletę publiczną ! :D położona nieco na uboczu i umożliwiająca oglądanie pięknych widoków podczas chwili skupienia - to argumenty przeważające za jej skorzystaniem, jedna osobniczka już czeka ;)

Niby ostatni punkt wycieczki zdobyty, ale... droga dalej wije się w górę, może by tak zobaczyć gdzie nas doprowadzi? Jedziemy więc dalej i wkraczamy w surowszy klimat gór, skał, krzewinek, ostrych zakrętów i ... śniegu. Wraz z pokonaniem wysokości drastycznie spadła temperatura, na co nie byliśmy przygotowani. Okazuje się że to droga na Aurlandsfjellet, tzw. Śnieżna Droga, na której, jak sama nazwa wskazuje, śnieg można spotkać cały rok.





Mówiłam coś o śniegu? ;)





Wracając tą samą drogą nie mogłam oprzeć się pokusie robienia zdjęć temu widokowi. Nadal jestem nim zauroczona!




Tak jak pisałam na facebooku, miałam okazję zobaczyć miejsca oglądane do tej pory w folderach turystycznych lub podręcznikach do geografii (ewentualnie na prezentacjach na moich wspaniałych studiach). Może i nie wyniosłam z nich zbyt wiele wiedzy praktycznej, ale za to na pewno wiem, jak powinna wyglądać udana wycieczka. I ta niedzielna właśnie taką była :)

I wiecie co? Już myślę o następnej. Taki ze mnie... Magister Wycieczki.

Pozdrawiam,
Ania

4 komentarze:

  1. Hej, też tam byliśmy pod koniec lipca, tylko obraliśmy inną trasę. Pięknie było! A w Gudvangen chcieliśmy się zatrzymać żeby zobaczyć wioskę Wikingów ale były takie tłumy, że nawet nie udałoby się zaparkować. Szkoda, bo fajnie byłoby zobaczyć wioskę Wikingów. My póki co będziemy musieli sobie odpuścić dalekie wycieczki. Także wiesz ... eksploruj Norwegię dalej, trzymam kciuki. Będę zaglądać i inspirować się na przyszłość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam właśnie tę wioskę Wikingów zza płota, ale rzeczywiście sporo tam ludzi się kręci ;-) czytałam u Ciebie na blogu że szykuje się powiększenie rodzinki... GRATULUJĘ! ;) to potem będziecie zwiedzać już Norwegię we trójkę;)

      Usuń
    2. Dzięki! Hehe ... we czwórkę;) A my trafiliśmy na Festiwal Wikingów, więc cena biletu była wysoka i tłumy pewnie jeszcze większe niż zwykle. Uznaliśmy, że jak już płacić i zwiedzać, to nie w takim dzikim tłumie, przeciskając się co chwilę między ludźmi.

      Usuń
    3. właśnie dziś czytałam że we czwórkę, jeszcze raz gratuluję! :)

      Usuń